Work Text:
Zimowe powietrze było ostre, a jednak niezwykle otrzeźwiające. Takie, które szczypie płuca przy każdym głębokim oddechu, a jednak zdawało się pozwalać ci po raz pierwszy od dawna oddychać
Nad jeziorem unosiła się lekka mgiełka pary oddechów, a na brzegu śnieg skrzypiał pod butami z satysfakcjonującym dźwiękiem
Lód był gładki, praktycznie idealny
Słońce lekko prześwitywało ponad linią drzew, odbijając się od powierzchni lodu, nadając mu błyszczący wygląd
Ostrza łyżew zostawiały za sobą srebrzyste rysy, znikające pośród reszty śladów, a między wszystkimi odbijał się odgłos ich śmiechów
Skaut przejechał obok brzegu z o wiele większą prędkością niż powinien, lecz jego zarozumiałość trwała około pięciu sekund, zanim z hukiem poleciał z lodowiska na śnieg
Przez chwile tak leżał jęcząc, zanim powoli zaczął wstawać
-Okej, może trochę ślisko…
Ktoś parsknął śmiechem, a Demoman stojący kilka metrów dalej próbował utrzymać równowagę w sposób przypominający desperacki taniec prowadzony przez grawitację
-No nie- Zaczął krzyczeć gdy za bardzo odchylił się do tyłu, nie mogąc utrzymać równowagi
Na szczęście dla niego, został złapany przez silne ręce, stawiającego na nogi
-Nie umiesz chodzić po lodzie - Stwierdził spokojnie
-To nawet nie chodzenie - Zaprotestował Demoman - To zdradziecka powierzchnia, na pewno przeklęta
Kilka osób robiło rzeczy na śniegu obok jeziora, a w pewnym momencie obok budującego bałwana Snajpera przeleciała śnieżka
Mężczyzna bardzo powoli odwrócił głowę, podnosząc przy tym jedną brew
-Nic nie zrobiłem - Mówi szybko Skaut, który porzucił łyżwy po upadku, podnosząc ręce do góry
Śnieżka trafiła go w sam środek twarzy
Cofnął się w szoku i otarł nos
-Ohoho, tak to nie będzie, zapowiadam wojnę!
-Nie róbcie tego tak blisko jeziora bo się poślizgnięcie- Próbował pouczyć ich Inżynier, ale było już za późno
Kolejne śnieżki pojawiły się w powietrzu, a śmiechy stały się głośniejsze
A pośród tego chaosu Pyro poruszał się zupełnie inaczej, nie zwracając większej uwagi na chaos. Podczas gdy inni byli wytrąceni z równowagi, lub zatrzymywali się na lodzie z powodu latających kul śniegu, Pyro sunął po lodzie tak, jakby robił to od zawsze. Ruchy były lekkie i płynne
Odpychał się jedną nogą i szybko przechodzić w kolejny ruch, gdy ostrza łyżew przecinały lód eleganckimi nogami, gdy mijał ludzi, którzy próbowali utrzymać się na nogach i unikać latającego śniegu na granicy jeziora
Snajper najwyraźniej zauważył jego zgrabne wyminięcie innych
-Patrzcie na to -Gwiżdze kładąc ręce na biodrach, co zwraca uwagę innych zarówno na śniegu jak i na lodzie na Pyro. Ten zauważając zainteresowanie, wykonał lekki skręt, wyglądający prawie jak taniec
-Ej Pyro! - Krzyknął Demoman, a Pyro odwrócił ku niemu głowę, nie przerywając jazdy - Z taką jazdą na pewno znasz jakieś sztuczki, pokaż nam coś
-Tak, pokaż nam! - Skaut natychmiast podchwycił pomysł
-Pokaż nam co potrafisz, skoro jesteś jedynym który wie co robi - Inżynier dołącza do zachęt, gdy uwaga wszystkich skupia się na kochającym ogień koledze, który jest podejrzanie dobry w jeździe na łyżwach
Śnieżki przestały losowo latać, gdy wszyscy patrzyli na Pyro
Chłodne powietrze dotykało jego twarzy, a oddechy tworzyły obłoki pary, gdy Pyro zastanawiał się co powinien im pokazać. Wtedy się uśmiechnął i ponownie odepchnął się od lodu płynnym ruchem, stopniowo przyspieszając
Pyro lekko przechylił się do przodu, wyłapując równowagę lekkimi ruchami rąk. Wtedy podniósł jedną z nóg przechylając się i tworząc idealny łuk jadąc na jednej nodze, a lód tworząc ten przyjemny dla ucha dźwięk.
-On naprawdę wie, co robi - Ktoś mruknął, widząc ten przypominający taniec pokaz
Wtedy Pyro delikatnie podbił się na lodzie, nie był to piruet, lecz raczej szybki i lekki obrót, który zakończył się miękkim lądowaniem, po którym zaczął jechać tyłem
Ktoś gwizdnął, a inni zaczęli klaskać, ale Pyro się nie zatrzymywał, zamiast tego nieznacznie przyspieszył uśmiechając się pod maską, zanim ponownie lekko odbił się od lodu by znowu jechać przodem
A z każdą chwilą jechał coraz szybciej, przepełniony czystą radością
-Ktoś tu się rozkręca - Wiwatowali pozostali
-Mały ogień dobrze tańczy na lodzie - Chwali Gruby
Jeszcze jedno pchnięcie, jeszcze jeden łuk, a jego śmiech niósł się po jeziorze poprawiając wszystkim humor
Wtedy na chwile zwolnił, prawie się zatrzymując, jakby coś rozważał, co natychmiast zostało zauważone
-Oho - Skomentował Inżynier - Planuje coś
Wszyscy ponownie zwracają uwagę na Pyro, którego łyżwy znowu zaczynają przesuwać się po lodzie, ręce ułożyły się do wyrównania równowagi gdy nachylił się do przodu, gdy przygotował się do skoku
-Dawaj! Zrób piruet - Ktoś krzyknął, a Pyro się uśmiechnął właśnie to planując
Przesuwała się po lodzie coraz szybciej, a chłód otoczenia pieścił jej policzki. Jej ciało poruszało się samo, jakby nic nie miało znaczenia
Przymierzyła się do skoku, jedna z nóg wysunęła się do przodu, a druga ustawiła pod odpowiednim kątem, by pomóc wybić ciężar ciała
Jej ciało spięło się w skupieniu, gdy mięśnie przygotowały się do ruchu. Ostrza ostatni raz przejechały po lodzie zanim oderwały się od powierzchni
Pyro był w powietrzu a świat zdawał się zatrzymywać tylko dla niego. Jego ciało obracało się w powietrzu płynnie, niemal elegancko. Ramiona zbliżyły się do tułowia, nadając obrotowi prędkości
Pokaz zapierał dech w piersiach na tyle, że nawet na brzegu wszyscy ucichło, gdy wszyscy wstrzymali oddech
Po idealnym podwójnym piruecie, łyżwy ponownie dotknęły powierzchni lodu w miękkim i bezgłośnym lądowaniu. Noga lekko ugięła się by przyjąć ciężar skoku, a druga wyrównała dodając idealne zakończenie piruetu
Oklaski i wiwaty drużyny zabrzmiały mu w uszach, zagłuszając delikatny odgłos lodu pod jego nogami. Nie było to typowe skrzypienie, lecz ostry i gwałtowny trzask
Zadowolony z zachwytów innych nie zauważył cienkiej linii tworzącej się pod ostrzami łyżew, które z każdą sekundą się powiększały
Jak błyskawice, jedna linia zamieniła się w dwie, a potem w trzy, powoli tworząc pajęczynę wokół niczego nie świadomego najemnika
Wtedy pojawił się wyjątkowo głośny trzask, a Pyro zdążył jedynie lekko spojrzeć w dół, zanim lód zapadł się pod jej ciężarem i pomimo próby odskoczenia nie udało mu się odzyskać równowagi, a chłodna woda pochłonęła go w swoje głębiny

Zabójczo chłodna woda szybko zamknęła się nad pyro uniemożliwiając mu natychmiastowe wyjście. Gwałtowny ból w sekundę przeszył jego skórę i mięśnie, powoli docierając do kości, wlewając się od maskę i zalewając kostium
Powietrze uciekło z płuc w pojedynczym i mimowolnym wdechu, a cenne bąbelki powietrza uniosły się chaotycznie, gdy mięśnie się naieły. Zimno było tak intensywne, że nawet nie przypominało temperatury, lecz płynny ból
Jak w ogóle do tego doszło? Przecież sprawdzili lód, był gruby! Nie miał prawa się załamać, więc dlaczego…
Zacisnął powieki, gdy jego ciało nie wiedziało co zrobić w nagłym szoku. Wyraźne dźwięki śmiechów i oklasków zniknęły za przytłumionym dudnieniem, a wszystko wydawało się takie dalekie
Woda była dziwnie ciężka, wnikając mu w ubrania i ściskając kończyny i powoli ciągnąć go w dół jednocześnie dając mu uczucie była dotykanym przez tysiące małych igieł
Światło było rozmyte, powierzchnia jeziora wyglądała jak wielka srebrzysta i przede wszystkim falująca plama, dając mu jedynie zniekształcony obraz rzeczywistości
Mimo to, była to jedyna różnica między wszechobecną ciemnością. Głęboką, przypominającą smołę czernią
Zamrugała szybko, gdy jego ciało w końcu przypomniało sobie, że powinno coś zrobić, gdy instynkt nagle przywrócił
Ręce zaczęły się poruszać, próbując wypłynąć w górę, a nogi zaczęły na zmianę się przemieszczać w desperackich ruchach
Mimo, że ciało opierało się ruchowi, to jednak umysł był zdeterminowany by uciec. Jeszcze jeden ruch, jeszcze tylko kawałek do światła nad jego głową. Kończyny próbowały nadać ciału pęd w stronę promieni słońca wpadającymi przez lód
Jeszcze tylko kawałek
Ale wtedy jego ręka tępo uderzyła o coś twardego. Pyro zatrzymał się nagle, przesuwając wierzchem dłoni po zimnej i gładkiej powierzchni nad głową
To nie mogło być- gdzie była dziura, którą wpadła? Spróbowała nacisnąć mocniej, jakby miało to zrobić jakąś różnicę. Ale lód nie ustępował. Lód był gruby i stabilny. Lód był nieruchomy
Wychłodzone palce przesuwały się po lodzie, badając powierzchnię twardej tafli. Serce zaczęło bić mu w uszach
Wciąż widziała światło, wciąż tam było, rozproszone i migające nad jej głową, ale ilekroć próbowała się skupić, nie widziała pęknięć przez mętną wodę
Zmienił kierunek, odpychając się od lodu by przepłynąć kawałek dalej, wciąż badając powierzchnię, by powtórzyć ruch i walić rękami w krawędź szukając wyjścia
Woda coraz bardziej zdawała się opierać jego ruchom, gdy mięśnie powoli się poddawały w płonącym bólu
Uderzał o lód gwałtowniej, ignorując cienie nad głową. Ale to nic nie zmieniło, wszystko było takie samo. Ta sama pół przeźroczysta powierzchnia, ta sama zamknięta przestrzeń
Ale dopóki ma siłę, wciąż szuka, wciąż desperacko uderza o lód, gdy poczuł delikatne jego drganie. Wtedy poczuł coś jeszcze, cienie rozmazane przez grubość lodu, odległe głosy
Nie potrafił rozróżnić słów, gdy wszystko było zniekształcone, ale ton był wyraźny. Wiele krzyków nakładało się na siebie, jakby próbując nim kierować. Ale nie był w stanie stwierdzić, który kierunek próbują mu pokazać
Ale to nie był jedy odgłos, słyszał też miarowe uderzenia, gdy lód drgał i zdał sobie sprawę z tego co się dzieje. Ktoś uderza w powierzchnię z drugiej strony. Uderzył powierzchnie od spodu próbując pomóc
Inni byli blisko
Ale lód jak na złość nie chciał pęknąć, gdy powietrze w jego płucach powoli przestawało wystarczać, a jego zaczynało przytłaczać uczucie lekkiego nacisku zmuszającego instynkt do zaczerpnięcia powietrza
Ale powietrza nie było
Próbował uderzać szybciej, a nogi poruszały się gwałtowniej niż wcześniej. Pełen wody kombinezon ciągnął go w dół, pomimo rozpaczliwej walki
Starał się skupić na stłumionych głosach, ale wydawały się takie odległe, nieosiągalne. Rękawice uderzyły jeszcze raz
I kolejny
Łup, łup, łup
Drżenie rąk, przechodziło w drżenie ramion, a potem całego ciała, ale mimo to lód nie pękał i płuca zaczęły płonąć. Nacisk w klatce piersiowej narastał z każdą sekundą. Ciało domagało się brakującego powietrza, a gardło się ściskało
Ale wokół była tylko cholerna woda
Jeszcze raz spróbował znaleźć miejsce którym spadł, starając się kierować cieniami pozostałych. Ruchy stały się szybsze, mniej kontrolowane
Nagle skóra jego twarzy zdawała się dziwnie świadoma dotykającej jej wody, chłód osiadający na policzkach i szczypiący dyskomfort. Zacisnął sine usta starając się nie wypuścić więcej powietrza
Miał ochotę wymiotować, gdy ciało próbowało zmusić go do zaczerpnięcia powietrza. Walczył z tym, tak długo jak się dało, ale instynkt był silniejszy niż rozsądek
Pyro otworzył usta i natychmiast zaczął się krztusić. Palące uczucie agonii przeszyło jego klatkę piersiową, a jego umysł przepełnia desperacja
W kącikach oczu zaczął widzieć ciemne plamy, a w głowie pojawiła się pewna myśl
Powinienem pomyśleć o mamie
Była tak nagła, że zdawała się oczywista. Jakby to była całkowicie normalna myśl w tej sytuacji. Ostatnia myśl
Pyro próbował przypomnieć sobie jej twarz, aż w jego głowie nie pojawił się niewyraźny obraz, podobnie rozmazany jak światło pod wodą. Zniknął tak szybko jak się pojawił
Nie mógł zapomnieć, więc próbować przypomnieć sobie coś innego. Może jej głos? Sposób w jaki mówiła? Dlaczego tego nie pamiętał?
Może jej oczy? Nie…
Jej uśmiech? Nawet to wspomnienie było dziwne, nie pasowało do niczego ciepłego ani spokojnego
Uśmiech był ostry i okrutny, ale nawet on po chwili rozpłynął się w pustce wspomnień
Pyro próbował przypomnieć sobie jakikolwiek szczegół, jakieś wspomnienie, cokolwiek. Ale nic nie przyszło
Dudnienie przechodziło przez lód, ale on już prawie tego nie czuł
Myśli znowu zabrały jednego kierunku
Powinieneś myśleć o mamie
Ale dlaczego miałby? Pomimo niepewności, skupił się na wspomnieniach tak mocno, jak tylko potrafił. Tak, jakby od tego zależało teraz jego przetrwanie
Twarz. Powinien pamiętać twarz. Ale wspomnienie zostawało nieuchwytne, jak cienie. Może jeśli spróbuje mocniej? Może wtedy przypomni sobie jakiś szczegół? Ale nic nie przychodziło
I powoli zaczęła docierać do niego coś innego. Mała myśl która powoli wychodziła na powierzchnię
Ona nigdy tak naprawde się nim nie zajmowała…
Jeszcze raz próbował przypomnieć sobie twarz swojej matki, ale nie było czego przywoływać
Nigdy nie był dla niej wystarczająco ważny
Nigdy nie był kimś, kogo warto było pamiętać. A może to on nie chciał zostać zapamiętany?
Próbowała przestać myśleć o matce i skupić się na szukaniu wyjścia, ale jej głowa krzyczała pojedynczą myślą
Nienawidziła mnie
Myśl była dziwnie spokojna, cicha jak woda wokół. Czy to miało znaczenie? Czy tak ważne było to, że jego własna matka go nienawidziła? Że zniszczyła jego życie, tak jak on zniszczył jej życie swoimi narodzinami?
Dlaczego czuł się winny z tego powodu? Dlaczego czuł, że nie jest wystarczający? Dlaczego czuł, że jest złym synem za to, że nie pamięta jej okrutnej twarzy
Może w innym świecie jego matka nie miałaby dzieci, albo przynajmniej on nie byłby jednym z nich. Może miałaby dziecko podobne do siebie, takie które jest jej posłuszne i nie chowa się pod łóżkiem płacząc
Może w innym świecie nie musiałaby opiekować się dzieckiem, które by nie istniało. Nie miałaby syna, który zastanawiał się co zrobił źle. Syna, który boi się wyrażać siebie, takiego który widzi jej cień w najgorszych momentach swojego życia
Może w innym świecie jego matka by się nie izolowała, miałaby przyjaciół z którymi wychodziłaby nad staw niedaleko domu by podziwiać rozkwitające na wodzie kwiaty. Może w jej oczach nie byłoby nienawiści, a jedynie zachwyt otaczającym ją światem
Może w innym świecie przez jej usta nie lałaby się trucizna zatruwając wszystko dookoła swoim jadem. Nie nauczyłaby się nienawidzić, zamiast kochać tylko dlatego, że zdanie się to łatwiejsze. Jej zęby nie zaciskałyby się na myśl o synu żyjącym pod tym samym dachem
Może w innym świecie nie umarłaby w płomieniach stworzonych przez własne dziecko, którego tak bardzo nienawidziła. Dziecko, które desperacko pragnęło uwolnienia, nawet za cene życia, chociaż nie spodziewało się, że stracone życie będzie należeć do matki
Może w innym świecie to dziecko nie nauczyłoby się, że woda zawsze zadaje ból, tak jak wtedy gdy jej ręka przetrzymywała jego głowę pod powierzchnią. Może nie nauczyłoby się, że ogień jest jedynym wybawieniem
Może w innym świecie jego matka nigdy nie miała dzieci i nareszcie byłaby szczęśliwa
Ale w tym świecie się urodził i dopiero powoli umierając pod powierzchnią lodu, zdał sobie sprawę, że wcale nie musiał o niej myśleć. Nie musiał skupiać swojego życia na dogadzaniu komuś, kto nienawidził go od chwili narodzin, komuś kto czerpał przyjemność z jego strachu
Nie musi żyć zatruwać własnego życia, trucizną pozostawioną mu przez matkę
Świat zdawał się zwolnić w realizacji, gdy wszystko wokół zdawało się tracić znaczenie. Jakby zostało tylko echem czegoś, co jej nie dotyczyło
Jej ciało unosiło się w wodzie, bez wyraźnego kierunku. Idąc z prądem, zamiast z nim walczyć
Płuca wciąż go paliły, ale nie było to już takie ostre. Jakby nowo znaleziony wewnętrzny spokój nagle przyciszył jego intensywność. Zimno wody też przestało być tak brutalne, stało się po prostu częścią wszystkiego wokół
Jego ciało już zapomniało, dlaczego wcześniej walczyło z taką desperacją
Po prostu patrzył na światło przebijające się przez lód u góry, tworząc ciekawe wzory przypominające coś ciepłego
Wtedy coś poruszyło się obok niego
Nagły ruch przeciął ciemność pod lodem. Nie zdążył nawet porządnie zarejestrować co się stało, gdy został złapany na ramiona. Silne ręce zacisnęły się na materiale ubrania, po czym szarpnęły gwałtownie
Woda poruszała się nagle, jakby oburzona nagłym ruchem. Pyro poczuł jak jego ciało zostaje pociągnięte z czyjąś determinacją
Plama jasności, która wcześniej wydawała się daleka i rozmyta, zaczęła się zbliżać. Stawała się wyraźniejsza, jaśniejsza
Przymknęła oczy, gdy światło nagle rozbłysło
Jej głowa w końcu przebiła powierzchnię wody i nagle wszystko się zmieniło, a ciszę zastąpił chaos
Powietrze uderzyło w jej twarz, tak zimne i okrutne. Wszystkie głosy na raz trafiły do jej uszu, głośne i pospieszne. Zmartwiony ton mówiący coś szybciej niż jest w stanie zrozumieć
Ktoś ściągnął jego maskę, a on instynktownie zaczerpnął oddech, po czym natychmiast pozbył się wody z organizmu, a ciepłe ręce wylądowały na jego plecach
Zaczął kaszleć z wielkim bólem głęboko w gardle, gdy resztki wody wylatywały z jego ust nachylając się do przodu, gdy odkrztuszanie wstrząsnęło jego ciałem
Powietrze
W końcu mógł zaznać powietrza
W końcu mógł oddychać
Wtedy wróciło do niej całe zimno. Ale zamiast ciężaru wody, był to przeszywający ból powietrza łagodzony jedynie ciepłymi dłońmi
Nawet nie wie kiedy zeszli z tafli jeziora. Wiedział tylko, że wszystko jest za jasne, za głośne i za zimne. Gwałtownie próbował zaczerpnąć powietrza, ale znowu popadł w atak kaszlu
-Musisz oddychać - Ktoś powiedział z pilnością
Próbował to zrobić, jednocześnie skupiając się na otoczeniu
-Pyro, słyszysz mnie?
Nie wiedział, kto zadał to pytanie, ale pomimo tego kiwnął głową. Ktoś nad nim mówił coś szybko, prawie nerwowo, ale raczej nie było to skierowane do niego
-Będzie dobrze Pyro, będzie dobrze
Wtedy coś opadło na jego ramiona. Czy to był koc? Skąd w ogóle wzięli koc? Gruby materiał opadł na jego ciało, powstrzymując resztki ciepłego powietrza blisko. Ktoś owinął luźne końce wokół niego
Próbowała wziąć głębszy oddech, ale powietrze wciąż wchodziło do jej płuc nierówno, pomiędzy kolejnymi kaszlnięciami. Ale przynajmniej mogła w końcu wziąć normalny oddech
W pewnym momencie pomimo narastającego bólu głowy, zaczynała też rozróżniać głosy wokół siebie
-Wdech i wydech, świetnie ci idzie
-Musimy was wysuszyć
-Jak się nie rozchorujesz, to będę zdziwiony
-Pyro… wszystko w porządku? - Ktoś nachylił się w jego polu widzenia
Mrugnął na to pytanie, a świat powoli się stabilizował, gdy prowadzili go z powrotem do bazy. Rozejrzał się widząc zmartwione twarze, ubrania brudne os śniegu, zakrwawione kostki i drżące oddechy
Ale przede wszystkim twarze były pełne ulgi i strachu, który jeszcze nie minął
Wtedy Pyro zaczynał w końcu rozumieć. Rozumieć, że to oni go wołali, rozbili lód, ktoś przyniósł koc, a ktoś inny zanurkował, by go znaleźć. To oni go wyciągnęli i oni tu teraz byli. Byli blisko pilnując, żeby oddychała, pozostała w cieple.
Bez wielkich słów i bez dramatycznych wstępów Pyro zrozumiał, że to właśnie tu ma rodzinę
Uśmiechnął się do nich, powoli zapominając o istnieniu nawiedzającej jego myśli kobiety bez twarzy
W zimnym mroku rzeczy giną
Ciche myśli w ciszy płyną
To co tracisz, wolność da
Nie jesteś tym, kim byłeś tam
