Actions

Work Header

Anioł i Demon

Summary:

Shen Qiao anioł zakochał się w diable Yanu Wushi
...
Ogniste tęczówki wpatrywały się w niego, na ustach gościł uśmiech. Wyciągnął rękę do Anioła, ten pewnie mu ją podał. Przyciągnął go bliżej i pocałował, Anioł odpowiedział. Gdy się rozstali, chwycili za broń.

Notes:

Jest to dość krótki one-shot. Pomysł na to miałam już od roku i w końcu udało mi się to skończyć. Jest to bardziej zarys opowiadania, zbyt dużo się nie dzieje. Może kiedyś pociągnę to dalej. Mam nadzieję, że mimo wszystko się spodoba.
Elvellyn

Work Text:

 

“You don’t belive in god

I don’t belive in luck

They don’t belive in us

But I belive we’re the enemy”

“Destroya” My Chemical Romance

 

 

 

Doszło do kolejnego starcia sił boskich z demonicznymi. Znowu poszło o dusze ludzkie. Anioły, miały za zadanie je uratować, przed wiecznym potępieniem. Nic nowego, takie potyczki zdarzały się często.

Shen Qiao dowodził prawą flanką. Pod sobą miał setkę boskich wojowników, ubranych w śnieżnobiałe szaty i ze złotymi mieczami w dłoniach. Bitwa rozgorzała. Szatany ognistymi biczami smagały oddziały niebios. Aniołowie nie ulegali, wszak chodziło o dusze grzeszników. Wedle praw ustanowionych przez boga, każdy nawet największy grzesznik zasługiwał na odkupienie.

Zdawało by się, że szala zwycięstwa przechyla się w stronę piekła. Nie na długo, bowiem do boju wkroczył najpotężniejszy archanioł ze swymi wojownikami. Zaczęli siekać zastępy wroga. Zewsząd dało się słyszeć jęki i przekleństwa demonów. Niebiańskie ostrza zadawały ogromny ból istotom mrocznym. Shen Qiao zrobiło się żal demonów, ludzie też byli źli, a jednak nie karali ich tak. Każdy zasługuje na przebaczenie, więc czemu im go nie dać?

Aniołowie wygrywali, diabły w popłochu uciekały gdzie pieprz rośnie, a w sercu Shen Qiao zagościł smutek, żałował swoich wrogów.

Aniołowie zbierali rannych i szykowali się do powrotu do nieba - tę bitwę wygrali.

Lecz wtem zatrzęsła się ziemia, z jej wnętrza zaczęły wyskakiwać demony o groźniejszych obliczach niż te z którymi walczyli. Aniołowie spojrzeli na siebie z przestrachem. Shen Qiao westchnął, prawdziwa bitwa miała dopiero się zacząć. Szybko zebrał swoich ludzi i zwarł szyki. Na powrót miecze zderzały się z biczami stwarzając błyskawice. Niepewne były losy tej bitwy, raz zwycięstwo wydawało się bliskie, lecz wtem zaczęły przybywać nowe diabelstwa. Ludzie nie byli istotni w tej walce, chodziło o pokonanie przeciwnika raz na zawsze. Litości nie okazywano.

Shen Qiao znalazł się w samym środku walki. Odpierał kolejne ataki i podnosił na duchu swoich pobratymców. Wtem demony przestały walczyć, zamiast tego zaczęły wykrzykiwać czyjeś imię. Na miejsce przybył sam Szatan, szedł w jego kierunku. Shen Qiao podniósł głowę i spotkał oczy, które tak dobrze znał. Ogniste tęczówki wpatrywały się w niego, na ustach gościł uśmiech. Wyciągnął rękę do Anioła, ten pewnie mu ją podał. Przyciągnął go bliżej i pocałował, Anioł odpowiedział. Gdy się rozstali, chwycili za broń. Z iskrami klinga uderzała o bat. Dookoła nich walczący poczęli robić to samo. Aniołowie ocknęli się i zadawali mocniejsze ciosy. Zaczęli wygrywać. Szatan dał sygnał do odwrotu i tak jak wcześniej, ziemia rozstąpiła się i pochłonęła demony.

Z aniołów opadła siła walki i przypomniały sobie czego były świadkiem. Patrzyli z odrazą i strachem na archanioła. Jednakże on stał jak wcześniej i delikatnie się uśmiechał.

-Co to miało znaczyć? - podszedł do niego Yu Ai, jego bliski przyjaciel. Wzrok Shen Qiao był nieobecny, odwrócił się i odleciał w swoją stronę. Aniołowie byli w szoku.

-A-Qiao! - krzyczał Yu Ai. - Wracaj!

Nie słuchał go, sylwetka Anioła pomału kurczyła się na tle wschodzącego słońca.

 

 

Wylądował miękko na mchu, w ich sekretnym miejscu. Z oddali słychać było szum wody. Anioł uśmiechnął się uwielbiał tu przebywać. Wtem poczuł czyjąś obecność, nie odwrócił się, wiedział kto to.

-Dlaczego to zrobiłeś?- zapytał cicho.

-Niby co takiego? - odparł drwiąco głos.

-Wiesz co-

-Obawiam się, że ten czcigodny wciąż nie rozumie-

-Yan Wushi- westchnął zmęczony. - Dlaczego mnie tam pocałowałeś?

Yan Wushi, bo był to on, uśmiechnął się i podszedł bliżej. Skrzydłem objął postać Shen Qiao. Nachylił się i wyszeptał mu wprost do ucha:

-By każdy wiedział do kogo należysz. By nikt już nie miał wątpliwości-

Anioł wyrwał się z objęcia i spojrzał mu prosto w oczy. Brąz kontra czerwień. Ziemia przeciwko ogniu. Życie i śmierć.

-To nie może się udać- powiedział a głos jego nie był głośniejszy od szmeru wiatru w gałęziach drzew.

Diabeł się zaśmiał. Jego Anioł był tak naiwny.

-Wcześniej o tym nie myślałeś. Podobało Ci się to.

Miał rację. Z początku gdy Yan Wushi się nim interesował, odrzucał go. Z czasem go polubił tak, że pozwolił mu na więcej. Niewinne rozmowy stały się płomiennym romansem. Gdy był z nim nic nie było straszne, nawet boski gniew. Lecz teraz, gdy Yan Wushi to ogłosił, teraz zaczął się bać. Nie bał się kary, wiedział że na nią zasłużył. Bał się, że Yan Wushi tylko się nim bawił, że tylko chciał go zwieść a tego by nie przeżył.

Oczy zaszły mu łzami.

-A-Qiao - zawołał diabeł. - Chodź do mnie. Pójdź ze mną moje serce - wyciągnął ku niemu dłoń. Shen Qiao walczył by mu się nie poddać. Przegrał, jak zawsze z resztą.

Gdy ich palce się zetknęły poczuł iskrę, impuls, zapewnienie, że to wszystko prawda. Spojrzał raz jeszcze w jego oczy nie dostrzegał w nich fałszu. Zaufał mu, kolejny raz.